Mont Saint Michel

Od kilku dni nieustanie towarzyszy mi przeczucie że do Europy na stałe już nie wrócę. Coraz częściej wracam wspomnieniami na stary kontynent. Szczególnie po tym jak przedwczoraj jadąc  autostradą 401, (jej odcinek w Toronto należy do najbardziej ruchliwych na świecie, 9 pasów ruchu w każdą stronę, z tego 4 pasy ekspresowe i 5 równolegle biegnących, oddzielonych pasów zbiorczych*). zmieniłam pas na lewy tak gwałtownie, że facet w czarnym pick up-ie za mną musiał wyhamować prawie do zera. Krzyczał tak głośno że słyszałam go przez zamknięte okno. Miał racje…

Jestem jeszcze w Europie, nie mam prawa jazdy a więc namawiam starego znajomego na wyjazd do północnej Francji, do Normandii, chcę zobaczyć miejsce o którym mówi się bardzo głośno na forum podróżniczym na którym udzielam się od lat.

On nie jest zbyt zadowolony, chyba godzi się z grzeczności,  ja nie jestem zadowolona z tego że on ciągle gada o swojej byłej. (Tak między nami to opowiadał o niej i o swojej rodzinie tak pięknie że aż przyjemnie się tego słuchało ;)) Puszczam jedną z moich ulubionych piosenek, kilka razy po angielsku, kiedy on protestuje puszczam ponownie, tym razem po francusku.  Docieramy do drugiego pod względem popularności miejsca we Francji, Mont Saint Michel które figuruje na liście zabytków UNESCO.

Opactwo leży na wyspie,  w zatoce, a przypływy tutaj osiągają nawet 15 metrów, dzięki temu o każdej porze dnia możemy zobaczyć zupełnie inny krajobraz.

Ze względów bezpieczeństwa nie da się zaparkować przy wejściu, najlepiej zaparkować na oddalonym o 2,5 km parkingu za który można zapłacić tylko kartą kredytową,  a stamtąd przejść się spacerem lub podjechać darmowym autobusem. Należy jednak spodziewać się kolejek, szczególnie wiosną i latem.

Na wycieczkę warto poświęcić cały dzień, a jeżeli ktoś może sobie na to pozwolić finansowo to polecam nocleg w jednym z hoteli. Nie planować, pochodzić po wąskich uliczkach, wejść na sam szczyt i cieszyć się widokami. Odkryć swoje ulubione miejsca.

W Creperie La Cloche, można spróbować jednych z najlepszych naleśników, pachnie nimi już na początku ulicy a kolejka jest nie mała. Ja swojego niestety nie zjadłam do końca, miałam mały wypadek i zamiast z pełnym brzuchem skończyłam z zakrwawioną ręką.  Ranę udało mi się dobrze ukryć pod bluzą ale bliznę mam do dzisiaj.

Na  filmie możecie zobaczyć więcej o tym niesamowitym i bajkowym miejscu.

 

2 thoughts on “Mont Saint Michel

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s