Málaga Bonita

Na południowym krańcu Europy, pomiędzy wzgórzami i gajami oliwnymi  w Andaluzji leży jedno z moich ulubionych miast w Hiszpanii.

Do Malagi trafiam po raz pierwszy w wieku 17 lat, wbrew pozorom to miasto mnie nie zachwyciło. Wkurzali mnie przede wszystkim ludzie, ratownik z nadwagą który nie potrafił „normalnie” mówić w swoim ojczystym języku, starsza Pani która w mojej bramie nachalnie sprzedawała arbuzy i melony a wyjście z domu każdego ranka było wyzwaniem. No i przede wszystkim ludzie w sklepach. Wyobraźcie sobie że śpieszycie się na plaże chcecie kupić tylko butelkę Coca Coli i worek lodu, przed wami kolejka jak na lotnisku, kasjera głośno podśpiewuje hit tamtego lata,a ludzie zamiast narzekać zaczynają klaskać i tańczyć… Wystarczył miesiąc abym zmieniła zdanie o 180 stopni. Dlaczego?

Ludzie w Maladze mają zupełnie inne podejście do życia niż mieszkańcy stolicy, wydaje mi się że są szczęśliwsi, nie raz podchodzili do mnie o tak po prostu żeby zagadać lub zaoferować kawałek domowej Tortilli (nie mylić z meksykańską Tortillą).

Śródziemnomorski, prawie tropikalny klimat i ponad 300 dni słońca w roku. Jedna para butów, dwie sukienki i dwa stroje kąpielowe wystarczą aby przetrwać. Piękne piaszczyste plaże, aczkolwiek woda nie jest krystalicznie czysta szczególnie w okolicach portu, i niestety ale tu was rozczaruje zimna!

Jeżeli nie jesteście miłośnikami plaży polecam zwiedzić Alcazaba jedną z największych, muzułmańskich budowli militarnych, w Hiszpanii, oraz Castillo de Gibralfaro. Aby dostać się na jego szczyt należy pokonać wiele schodów, nie polecam tego robić w sandałach i bikini w 40 stopniowym upale ;-). Rzymski teatr wybudowany w czasach Oktawiana Augusta, muzeum Picassa. Czy zwykły spacer po Calle Larios.

No i jedzenie! W tak zwanych Chiringuitos czyli barach znajdujących się bezpośrednio na plaży, do każdego napoju podawana jest tapa y to nie byle jaka! Warto spróbować tradycyjne Pescaito frito czyli ryby i owoce morza głęboko smażone i doprawiane jedynie solą morską oraz Espeto de Sardinas, sardynki nabite na trzcinę i grillowane na łódce opalanej drewnem.

Jedną z ciekawszych restauracji jest El Tintero II. Nie znajdziecie tam żadnego menu. Kelnerzy co chwile wychodzą z kuchni z innym daniem lub napojem i przechodzą pomiędzy stolikami oferując to co mają na talerzu w formie aukcji. Ceny różnią się w zależności od kształtu talerza i wielkości dzbanka z  napojem. Jest też kelner u którego można zapłacić, co jakiś czas wykrzykuje: „y yo cobro, oiga, y yo cobro”  Tak właśnie żyje, pachnie i smakuje Malaga!

Zdjęcia dzięki uprzejmości mojego znajomego Guillermo.

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s