Colonia del Sacramento – Montevideo

Dokładnie rok temu o tej porze pod wpływem impulsu kupowaliśmy bilety lotnicze do Ameryki Południowej. O tym co spotkało nas w stolicy Argentyny pisałam tutaj, a co spotkało nas w malutkim kraju zaraz obok?

Skoro już znaleźliśmy się na Południowej Półkuli, a Argentynę i Urugwaj dzieli zaledwie ok godzina promem przez Rio de la Plata, grzechem byłoby tam nie popłynąć. Jeżeli ktoś jest zainteresowany, bilety można kupić tutaj. Polecam rejs popołudniowy, Buenos Aires z zachodem słońca w tle wygląda bardzo ładnie, prawie jak inne miasto ;-). Jak tylko dotarliśmy do celu, daliśmy się namówić na taksówkę, moją uwagę zwróciło to że Pan nie położył walizki na przednie siedzenie tak jak w Argentynie tylko normalnie do bagażnika. Przejechaliśmy może 150 metrów, i dotarliśmy na miejsce, no niestety zdarza się zwłaszcza po zmroku i bez działającego internetu.

O świcie rozpoczęliśmy zwiedzanie, miasteczko powoli się budziło do życia, dwie rzeczy przyciągnęły moją uwagę, prawie każdy miał ze sobą tradycyjne naczynie do picia yerba mate zwane guampa oraz dwulitrowy termos zawieszony na ramieniu. Niektórzy nawet całą torbę ze wszystkimi akcesoriami do zaparzenia idealnego mate. Wiedziałam że Urugwajczycy szaleją na punkcie tego trunku ale nie spodziewałam się że chodzą z nim wszędzie. W jednym ze sklepów mężczyzna w kolejce przed nami, obładowany siatami, ledwo zapłacił, gdyż nie miał jak sięgnąć do kieszeni po drobne, ale mate nie odstawił nawet na sekundę! Przechodziliśmy obok szkoły podstawowej przy samym wejściu był ciekawy rysunek który możecie zobaczyć poniżej. Od razu pomyślałam „Tak widzą mapę urugwajskie dzieci” ;-).

Colonia jest żywym świadectwem przeszłości Urugwaju. Spacer po zabytkowej starówce jest jak podróż w czasie, stara latarnia morska, most zwodzony, kostka brukowa na każdej ulicy (chociaż na Polakach to nie zrobi wrażenia), i doskonale zachowane kolorowe domy kolonialne, a przed większością z nich zapierające dech w piersiach drzewa. Niestety nie zrobiłam żadnego zdjęcia, ale możecie zobaczyć o co mi chodzi klikając tutaj.

Restauracje na samej starówce są dość drogie za to przy głównej ulicy można zjeść tradycyjne chivito, jest to kanapka z grillowanym mięsem, majonezem i serem, często podawaną z frytkami i sałatką jeżynową. Można też zamówić chivito al plato czyli wersję bez bułki. A na deser warto spróbować Chaja koniecznie z Dulce de leche.

Jeżeli ktoś lubi muzea za jedyne 50 urugwajskich peso (ok 2 euro) można zwiedzić sześć z siedmiu muzeów (codziennie zamyka jedno z nich) wszystkie w samym centrum.

Następnego dnia wyruszyliśmy do oddalonej o dwie godziny autobusem stolicy . O Montevideo nie mogę napisać zbyt dużo. Samo centrum jest strasznie zaniedbane, wygląda jak Wrocław Nadodrze we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, w każdym razie patrząc po fasadach budynków. Jednak najgorszy był zapach spalin dosłownie wszędzie, na samą myśl do dzisiaj czuję pieczenie i niesmak w gardle. Od tamtego czasu popieram wszystkie Europejskie normy dotyczące emisji spalin. Plaża wygląda ładnie ale jej zapach odstrasza.

Natomiast w Montevideo zjedliśmy najlepszą tradycyjną Parrillade w Locos de Asar . Polecam!

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s