Boskie Buenos?

Praktycznie darmowe bilety lotnicze kupione pod wpływem impulsu sprawiły że po 14 męczących godzinach lotu poprzedzonych przez strajk pilotów Lufthansy znaleźliśmy się w Paryżu Ameryki Południowej czyli stolicy Argentyny. Z portu lotniczego Buenos Aires – Ezeiza jedzie się kilkupasmową autostradą  bez jakichkolwiek reguł ruchu drogowego, wzdłuż dzielnic biedy zwanych Villas.  Wjeżdżając do miasta przywitała nas blokada drogowa z płonącymi śmietnikami i nic nie robiącą policją. Taksówkarz postanowił wziąść sprawy w swoje ręce, wyszedł z samochodu i zaczął krzyczeć aby się odsunęli z drogi bo on „wiezie turystów z Europy”. Wychowana na amerykańskich serialach od razu położyłam się na siedzeniu i udawałam że mnie tam nie ma ;-).

Ostatecznie dojechaliśmy na Palermo, gdzie zatrzymaliśmy się przez pierwsze dwa dni. Według przewodników jest to bogata dzielnicą, ale poza odgrodzonym wysokim płotem pasażem handlowym na każdym kroku musieliśmy mieć oczy dookoła głowy bo baliśmy się że ktoś nas okradnie.  Metro jest ale podobno nikt go nigdy nie widział, autobusy nie są zbyt bezpieczne, a przystanki potrafią być oznaczone kartką przyczepioną do drzewa (zdjęcie poniżej). Podobno częste są akcje w których dziewczyna zaczyna krzyczeć a kiedy zakłopotany próbujesz się bronić wyciągają Ci portfel i telefon. Jedyne co pozostaje to taksówka, lepiej wybrać żółto-czarną która ma taksometr. Jeżeli podróżujesz z walizką każdy kierowca położy ją na przednim siedzeniu, czasem nawet przypnie pasem, tak dla bezpieczeństwa.

Recoleta to właśnie tam znajduje się jeden z „najpiękniejszych” chociaż nie wiem czy to odpowiednie słowo, cmentarzy jakie kiedykolwiek widziałam. Nagrobki to prawdziwe dzieła sztuki, jednak przechodząc pomiędzy korytarzami miałam gęsią skórkę.

Najszersza ulica świata czyli Avenida 9 de Julio jest obowiązkowym przystankiem każdego turysty, jednak jeżeli ktoś był wcześniej w Stanach Zjednoczonych może się okazać że nie zrobi na nim aż takiego wrażenia. W samym centrum krzyżuje się z Avenida Corrientes ulicą teatrów i tanga, jednak za dnia większość kawiarni jest zamknięta, bowiem życie w Argentynie zaczyna się późnym wieczorem. Za to miłośnicy lektury znajdą tam prawdopodobnie każdą książkę! W okolicy znajduje się też Casa Rosada czyli Argentyński odpowiednik Białego Domu, część można zwiedzić zupełnie za darmo, szkoda tylko że budynek który jest reprezentacją kraju ma odrapane ściany a jedyne co przyciąga uwagę zwiedzającego to wielka flaga pod którą widnieje opis „Las Malvinas son Argentinas”.

Puerto Madero jest jedyna dzielnicą która czystością dorównuje Europie, wszystkie budynki są ładne i nowe, na ulicy parkują nowe BMW i Mercedesy.  Odgrodzone jest od reszty miasta wodą z kilkoma mostami, a lokalni mówili że porządku nie pilnuje policja tylko wojsko.

Każdemu z taksówkarzy z którymi jechaliśmy zadawałam to samo pytanie „Jakie jest Twoje ulubione miejsce w Buenos Aires?”. Innymi słowami ale każdy odpowiadał to samo „La Boca ale nie radzę tam jechać, ja po prostu pamiętam czasy kiedy było lepiej”. Mimo to pojechaliśmy aby zobaczyć słynne Caminito ładne, czuliśmy się jak na letnim festynie. Dzięki uprzejmości taksówkarza który chciał sobie dorobić bez naszej zgody, zobaczyliśmy też inną część tej dzielnicy, tą ze slamsami gdzie policja nawet nie wchodzi.

Buenos Aires jest stolicą brudną, zaniedbaną i przede wszystkim niebezpieczną. Ta podróż znacznie zmniejszyła moją podróżniczą mapę.  Jak wiecie boje się latać, te 14 godzin były dla mnie i dla załogi  koszmarem. Ale i tak lotnisko było najbezpieczniejszym miejscem bo stamtąd odlatywały samoloty do Europy, gdzie już nie musiałam obawiać się o własne życie.  Jeżeli jednak ktoś zdecyduje się zobaczyć świat w którym mapa jest odwrócona do góry nogami, gwarantuję że w każdym miejscu zje coś pysznego.

Gdzie zjeść?

Don Julio Parrilla  Elegancko, przyjemnie, podobno po wypiciu butelki wina można się podpisać na etykiecie, a ta butelka stanie się częścią dekoracji. My nie dostaliśmy…

Cafe Tortoni Najstarsza kawiarnia w Buenos Aires. To właśnie tutaj spotykał się ze znajomymi Carlos Gardel. Wrażenie robi cena i pizza z Muzzarella (wbrew pozorom nie popełniłam błędu ortograficznego).

Pani Najlepsze ciastka, ciasteczka, croissanty, muffinki i wszystko wypełnione słynnym Dulce de Leche.

Również warto spróbować: Empanadas, Choripan, Milanesa i wiele wiele innych.

One thought on “Boskie Buenos?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s