Los Angeles

Wyobrażałam sobie to miasto jak taki Nowy Jork, tylko ze lepszy bo z dostępem do morza i słońcem przez cały rok. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Niska zabudowa, obskurne i stare metro które częściej pełni funkcje legowiska dla bezdomnych niż środka transportu dla mieszkańców no i korki…

Google które zawsze wszystko wie najlepiej pokazuje że z San Francisco do Los Angeles da się dojechać w 6 godzin. Nam podróż najkrótszą trasą, zajęła ponad 9, mimo że ostatni odcinek przejechaliśmy autostradą międzystanową 405, która ma 8 pasów a jeden z nich to carpool lane. Czyli  dodatkowy pas ,po którym mogą jeździć tylko i wyłącznie samochody w których podróżują co najmniej dwie osoby. Niektóre są czynne przez cała dobę w dni robocze, inne tylko w godzinach szczytu. Dla nas, Europejczyków, dwie osoby w aucie to nic specjalnego ale w kraju w którym każdy ma samochód a transport publiczny praktycznie nie istnieje, robi różnice. Grupka latynoskich pokojówek z którymi miałam okazje zamienić kilka słów na ten temat w hotelowej windzie, twierdziła że tam korki są zawsze a jednej z nich dojazd do pracy zajmuje 2-3 godziny w jedną stronę.

Jako miłośnicy kuchni z dodatkiem jalapeńo, habanero i chilli, wybraliśmy się na Olvera Street, deptak na którym znajdują się meksykańskie restauracje i stoiska z rękodziełami i pamiątkami. Jak dla mnie nic specjalnego, niby nie spodziewaliśmy się czegoś na miarę China Town, ale zupełnie nie było czuć latynoskiego klimatu. Polecam tylko, jeżeli ktoś chciałby zobaczyć Avila Adobe, najstarszy stojący budynek w Downtown lub kupić Sombrero.

Niestety słynna Hollywoodzka Aleja Sław też nie zrobiła na nas wrażenia, owszem gwiazdy na chodniku są, sklepy z pamiątkami też są, nawet Dolby Theatre w którym co roku odbywa się ceremonia rozdania Oskarów jest. Ale ten ostatni to nic innego jak zwykłe centrum handlowe porównywalne do Wrocławskiej Galerii Dominikańskiej. Nie mówię że nie warto tam jechać, bo warto chociażby po to żeby sobie zrobić modne w dzisiejszych czasach „selfie” ze znakiem Hollywood w tle. Jeżeli komuś na tym nie specjalnie zależy, polecam zmienić plan podróży i zostać dłużej w San Francisco lub w którymś nadmorskim miasteczku regionu Big Sur.

Następny przystanek Santa Monica.

2 thoughts on “Los Angeles

  1. Mnie nie tylko LA rozczarowała, ale i przeraziło. Byłam tam dwa razy – za pierwszym razem na moich oczach policjanci gonili faceta z pisoletem w ręku i rzucili nim o maskę samochodu przede mną, a za drugim razem na autostradzie wiodącej na lotnisko odbywał się „typowy” police car chase – była blokada drogi i spóźniłam się na samolot. Zdecydowanie nie lubię LA.
    Pozdrawiam że spokojnego Tajwanu.
    Dorota

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s